Kościół p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wr.

Homilia - Dobroć podbija serca ( Łk7.11-17 )
Legenda mówi, że Bóg stwarzając człowieka złożył w jego serce drogocenny klejnot: dobroć. Dobroć miała być największą ozdobą serca ludzkiego. Tym boskim darem człowiek miał promieniować, rozjaśniać twarze i ogrzewać serca ludzkie.
Taki był Boski zamysł. Stało się jednak inaczej. Przyszedł bowiem szatan i podstępnie wykradł dar Boży z serca ludzkiego. W zamian pozostawiając pychę, egoizm, kłamstwo, pożądliwość. Od tego szatańskiego jadu zła serca ludzkie zmieniły się. Stały się zimne, nieczułe, zamknięte.
Inna legenda głosi, że Ewa, kiedy dowiedziała się, że muszą za nieposłuszeństwo opuścić Raj, postanowiła zabrać ze sobą dzban napełniony dobrocią. W momencie opuszczania Raju z dzbanem pełnym dobroci, spotkała anioła z mieczem ognistym, przestraszyła się go i wypuściła jednocześnie ze swych rąk dzban napełniony dobrocią. Dzban spadając rozbił się o ziemię, a bezcenny skarb dobroci rozleciał się . Na ziemi pozostały tylko okruchy dobroci.
To tylko legendy. Pierwsza ukazuje człowieka i jego serce pesymistycznie. Druga natomiast zawiera w sobie iskierkę nadziei, że są na ziemi jeszcze okruchy tej rajskiej dobroci.
Człowiek oczekuje dobroci i tęskni za nią. Jest spragniony dobroci. Tej ludzkiej dobroci oczekuje żona od męża, mąż od żony, rodzice od dzieci, człowiek od człowieka. Także dzisiaj człowiek tęskni za dobrocią, jak głodny za chlebem.
Każdy człowiek pragnie być dobrym. Być dobrym, co to znaczy? To znaczy nosić w sobie dobroć. To posiadać czyste serce i czyste sumienie, aby, wraz z codziennym wstawaniem z łóżka, być gotowym do czynienia dobra, ażeby żywić szlachetne uczucia i życzliwe zamiary względem spotykanych ludzi...
Dobroć polega na wypełnianiu i realizowaniu Bożego polecenia: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie i wy im czyńcie”.

Dobroć jest uczestnictwem w dobroci samego Boga. Bóg bowiem jest miłością i kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim (por. 1J4,16 ).
Dobroć Boża ujawniła się w pełni w osobie Jezusa Chrystusa – tu, na ziemi. Jezus przeszedł przez życie dobrze czyniąc. Wspomnijmy choćby kilka dobrych uczynków Jezusa, wyświadczonych tym, którzy się z Nim zetknęli.
Oto do Jezusa przybywa trędowaty i prosi Go: „Panie, jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. I Jezus wyciągnął rękę i dotknął go mówiąc: „Chcę, bądź oczyszczony”. I natychmiast został oczyszczony i trąd z niego ustąpił. Wielką dobroć okazał Jezus temu cierpiącemu człowiekowi. Trudno wprost wyrazić radość tego człowieka ( Łk 5,12-14).
Jak wielką dobroć okazał Jezus kobiecie, którą chciano ukamienować za cudzołóstwo ( J 8,1-11).
Dobroć Jezusa leczyła człowieka, podnosiła go, ukazywała kim jest człowiek w oczach Bożych.
Dobroć Jezusa wybawiała ludzi z kłopotów, zawstydzenia, smutku, jak to było w przypadku wskrzeszenia młodzieńca z Naim: „Gdy zbliżył się do bramy miejskiej, właśnie wynoszono umarłego – jedynego syna matki, a ta była wdową ... Na jej widok Pan użalił się nad nią i rzekł do niej: „Nie płacz... dotknął się mar – a ci, którzy je nieśli, stanęli – i rzekł: „Młodzieńcze, tobie mówię, wstań!” (Łk7.12-15). Zmarły usiadł i zaczął mówić, i oddał go matce”. Jak wielka jest dobroć Chrystusa – oddaje matce jej jedynego syna żywego a nie martwego.
Dobroć Jezusa zawsze niesie życie. On leczył ciała, by uzdrawiać dusze.
Jezus domagał się od swoich uczniów, aby podobnie jak On dobrze czynili. Tego domaga się Jezus również od nas, chrześcijan obecnego czasu: „Idźcie, oto was posyłam, jak owce między wilki” (Łk 10,3 ).
A św. Paweł w Liście do Tesaloniczan napisał: „nie zniechęcajcie się w czynieniu dobrze” (1 Tes 5,15 ). Natomiast do Rzymian pisał” :„ nikomu złem za zło nie odpłacajcie. Jeśli to możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi” (Rz 12,17-18).
Dobroć niesie w sobie olbrzymi ładunek energii, życzliwości, serdeczności.
Do tej dobroci, jaką czerpiemy, którą otrzymujemy przy spotkaniach z Chrystusem, mają prawo wszyscy ci, z którymi się spotykamy. Tej dobroci, której doświadczamy i którą czerpiemy dla naszego życia chrześcijańskiego, oczekują od nas najbliżsi: żona, mąż,, dzieci, wszyscy znajomi, sąsiedzi, przygodnie spotkani.
Dobroć chrześcijańska to potężna siła, która potrafi człowieka wrogiego zmienić w przyjaciela.
Obrazek z czasów wojny: W czasie powstania żołnierze niemieccy wypędzali ludzi z mieszkań. Na ulicy oddzielali mężów od żon, dzieci od matek. Państwo Kułkowscy tak wspominają: Zostali wyprowadzenie z mieszkania na u. Marszałkowskiej 25. Znaleźli się na ulicy. Mąż, żona z małym Jurkiem na ręku. Podbiegł do nich żołnierz niemiecki z zamiarem popędzenia ich pod ścianę, przy tym wymachując pistoletem. Malutki Jurek na rękach mamy wyciągnął swą dziecinną rączkę i pogłaskał tego żołnierza po twarzy. Żołnierzowi opadły ze zdziwienia ręce z pistoletem. Po chwili Jurek po raz drugi pogłaskał go po twarzy. Osłupiały żołnierz puścił całą rodzinę na wolność ul. Polną, gdzie im nic nie groziło.
Ta mała rączka Jurka, pełna dobroci i życzliwości posiadała większą moc i siłę, niż żołnierski pistolet.
J. Vanier opowiada o nadzwyczajnym przeżyciu w więzieniu na Haiti. Było to więzienie ludzi bardzo sfrustrowanych, gwałtownych i prymitywnych, którzy w różnych melinach dokonali aktów gwałtu pod wpływem alkoholu. Postawiono go przed nimi, aby do nich mówił. Początkowo twarze tych więźniów były przeraźliwie zamknięte. Odczuł, że jest odrzucony. Wtedy zaczął mówić o dzieciach, o dziecku, które było w każdym z nich, o jego głodzie czułości. „Bo wy, wiecie dobrze, że w głębi waszych serc, pod warstwami wszystkich pęknięć, znajduje się dziecko spragnione, poszukujące czułości”. I wtedy zobaczył te twarze, które się odprężyły, które zaczęły się uśmiechać i zaistniała między nimi wszystkimi chwila komunii.
Saint – Exupe’ry w „Liście do zakładnika” opowiada o przygodzie, jaka spotkała go w Hiszpanii w czasie wojny domowej generała Franko. Wpadł w ręce anarchistów i podejrzany o szpiegostwo znalazł się w więzieniu pilnowany przez kilku uzbrojonych milicjantów,, którzy rozstrzeliwali bez większych ceregieli. Oczekuje na śledztwo. Czas się wlecze. Do głowy przychodzą najgorsze myśli. Ma 37 lat i wcale nie chciałby umierać. I oto zdarza się cud, cud bardzo niepozorny. Saint-Exupe’ry nie ma papierosów. Ponieważ jeden z jego strażników palił, poprosił go gestem, żeby dał mu jednego i zaryzykował nieśmiały uśmiech. Człowiek przeciągnął się, po raz pierwszy podniósł wzrok w kierunku jego twarzy i, ku jego zdumieniu, uśmiechnął się również. Był to jakby wschód słońca. Ten uśmiech zwracał mu wolność. Ci ludzie, którzy przed sekundą wydawali mu się dalsi niż jakiś gatunek przedpotopowy, teraz narodzili się jakby do bliskiego życia. Przeżywa nadzwyczajne wrażenie obecności. Właśnie tak: obecności. I poczuł pokrewieństwo z nimi. Chłopak, który się uśmiechnął do niego i który przed chwilą był jedynie funkcją, narzędziem, rodzajem potwornego insekta – okazywał się w rzeczywistości trochę niezdarny, niemal nieśmiały, cudownie nieśmiały. Nie żeby ten terrorysta miał być mniej brutalny niż inni, lecz obudzenie się w nim człowieka ukazywało właśnie to, co było w nim bezbronne. Nic nie było jeszcze powiedziane. A jednak wszystko zostało załatwione. Kiedy milicjant podawał mu papierosa, położył rękę na jego ramieniu, chcąc mu podziękować. A ponieważ, gdy raz pękły lody, inni milicjanci również stawali się ludźmi. Wchodził w ich uśmiech niby w jakiś kraj nowy i wolny. „Łączymy się uśmiechem ponad różnicami języków, kast i partii. Jesteśmy wyznawcami jednego Kościoła: ten drugi człowiek z jego zwyczajami i ja z moimi. Czy ten rodzaj radości nie jest najcenniejszym owocem naszej cywilizacji?” (ss.304-309).
W każdym człowieku jest taka delikatna struna, która wmontował w nasze serce sam Stwórca: to struna dobroci. Trzeba nam na nowo odkryć w sobie tę melodię. Jest na to sposób. Wystarczy otworzyć przed Jezusem struny swojego sumienia, a On przywróci harmonię i melodię życia, bo Chrystus jest Dobrocią.
Tym bardziej trzeba to zrobić, albowiem jesteśmy powołani do czynienia dobrze, jakoś na to nawet skazani. Jezus mówi: „ Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą”. Dobroć zaś wyraża się w bardzo prostych, małych gestach, jak uśmiech życzliwy i serdeczny. Uśmiech rodzi uśmiech, otwierają się serca.
Tragiczny jest stan człowieka, który się nie uśmiecha. Nie do twarzy jest chrześcijaninowi ze smutkiem na twarzy. Zwłaszcza w oczach. Święci Kościoła katolickiego to byli ludzie radości. Bodajże św. Filip Neri miał powiedzieć, że święty smutny, to smutny święty. Za mało się uśmiechamy.
Dobroć wyraża się w słowach. Ileż wulgarnych, gniewnych słów słyszy się w naszych rodzinach, w kolejkach, w autobusach, tramwajach. Awantury, podniesione głosy, obelżywe epitety: „ty taki owaki”. Oto mąż przychodzi z pracy po jakimś niepowodzeniu, czy konflikcie z szefem i wyładowuje swą złość na domownikach, na żonie i dzieciach. I nie przeszkadza to, aby chodzić do kościoła, modlić się rano i wieczór przed obrazem. I uważają, że jest dobrze, że nie jest źle.
Kto był w zamku w Malborku, to mógł zauważyć nad bramą wizerunek Matki Bożej. Krzyżacy w nocy wstawali na matutinum, wstawali modlić się, prowadzili życie surowe, a jednocześnie potrafili być okrutni. Zauważmy, religia chrześcijańska może być krzyżactwem!
My, ochrzczeni, możemy dojść do krzyżactwa. W naszych domach, rodzinach są krzyżacy! Są krzyżacy księża, chłopcy, dziewczęta i matki, i ojcowie – choć codziennie się modlą, są okrutni. Gdzieś tu zaistniało rozszczepienie w dziedzinie moralnej. Musimy się reflektować, aby nie stać się krzyżakiem w stosunku do jakiejś osoby.

Maria Rodziewiczówna, która nie znosiła hałasu, w swoim dworku na Polesiu kazała powiesić sporą belkę przy drzwiach wejściowych i napis: „Gdy ci gniewno, weź to drewno, biegaj po dolinie, aż ci gniew minie i wtedy wejdź w progi tego domu”.
W sytuacji złego humoru, czy nastroju warto by wracać do domu na przełaj, czyli dłuższą drogą, by nacisnąć na klamkę dopiero wtedy, aż gniew minie. Warto w takich sytuacjach sięgnąć po modlitwę.
Z żalem zauważa się wypadnięcie z obiegu, z naszego codziennego słownictwa takich słów jak: proszę, dziękuję, przepraszam, przebaczam. Mój wychowawca, Ks. Aleksander Zienkiewicz, także Ks. Bp J. Pazdur, często nam, studentom w Duszpasterstwie Akademickim „Po czwórką”, powtarzał, że są to czarodziejskie słowa, ABC kultury osobistej i miłości bliźniego, a na spotkaniach, na wczasorekolekcjach lekturą podstawową była książka pt. „Współżycie łatwe i trudne” Stefana Garczyńskiego. Rzeczywiście są to czarowne słowa. Powiedzmy, że ktoś mi nadepnie „na piętę” i mówi” Bardzo przepraszam, nie chciałem”, to sprawa od razu się kończy: „Głupstwo, nie szkodzi”. Trzeba koniecznie, żebyśmy nauczyli się wymawiać te słowa: proszę, dziękuję, przepraszam, przebaczam. One są ozdobą człowieka i są – co najważniejsze – na usługach dobra. Ileż można by zagasić konfliktów w zarodku, w zarzewiu!
Oczywiście jest więcej takich dobrych słów, znaków, gestów, które zbliżają ludzi i pomnażają dobro w nas i wokół nas.

Reasumując: Każda wspólnota ludzka, szczególnie małżeńska i rodzinna, wiąże się poprzez te małe, drobne gesty, znaki, słowa dobroci, życzliwości, akceptacji, zauważenia, wdzięczności i pamięci na co dzień. Podobnie jak ognisko harcerskie płonie i syci się drobnymi gałązkami chrustu, tak miłość małżeńska i rodzinna, tak przyjaźń płonie i syci się tymi drobnymi gałązkami dobrych gestów, znaków i słów. Jeśli ich brak, miłość się kończy, przyjaźń umiera. Życie wspólnotowe staje się niemożliwe. Prośmy Chrystusa Pana, aby nasze serca były dobre i szlachetne na wzór Jego Najświętszego Serca. Amen.

ks. prał. Tadeusz Rusnak




Projekt nowego kościołaKażdego kto chce wspomóc zbiórkę pieniędzy na budowę kościoła zachęcamy do wpłat na konto parafialne:

Bank Spółdzielczy w Św. Katarzynie
nr 3095 8410 9220 1010 0467 47 0001






Lokalny dostawca internetu:

www.pwpunkt.pl