Kościół p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wr.

Kazanie na II niedzielę wielkanocną: Wytrwać w wierze - 27.03.2008 r.

Żyjemy w klimacie, w którym „antyreligijność już teraz jest stanowiskiem intelektualnie i moralnie wyższym” (Martin Amis ), że religia jest czymś złym i że na Zachodzie nie ma dla niej przyszłości. Nic dziwnego, że w tym klimacie obserwujemy wysyp literatury nawracającej na ateizm.
Kilka lat temu trudno było przekonać komercyjnych wydawców, żeby rozważyli wydanie książki o religii. Dzisiaj traktaty antyreligijne pozwalają zarobić kokosy. „ Bóg urojony” Richarda Dawkinsa, i „ Bóg nie jest wielki” Christophera Hitchensa sprzedają się w setkach tysięcy egzemplarzy. Naukowcy, filozofowie, powieściopisarze, dziennikarze dyskutują o tym, czy religia ma przyszłość. Pojawiają się kontrataki i wypowiedzi wierzących. Jednakże generalnie drużyna antyreligijna dominuje na listach bestsellerów.
Dawkins, Hitchens, Dannelt, Amis, Onfray, Pullman twierdzą, że religia jest trucizną i z zapalczywością bojowników podejmują polemikę, posądzając religię o przemoc i opresję. Twierdzą, że religia jest atawizmem pochodzącym z wczesnego etapu rozwoju ludzkości, skazanym na wymarcie wraz z dalszym postępem ludzkiej wiedzy. Wierzą, że w dłuższym okresie postęp nauki zepchnie religię na margines życia ( jest to teza bez oparcia w danych empirycznych, a więc jest to wiara; XIX wiek przerabiał już taka wiarę w rewolucję naukow-techniczną ).
John Gray, brytyjski filozof i lewicowy myśliciel polityczny, twierdzi, że próby wykorzeniania religii prowadzą jedynie do jej ponownego pojawienia się w groteskowych i zdegradowanych formach. Ponadto jest zdania, że „naiwna wiara w globalną rewolucję, powszechną demokrację czy okultystyczne moce telefonów komórkowych jest większą obrazą rozumu niż tajemnice religii”.
W tym temacie wypowiedział się również Leszek Kołakowski: „Absolutnie nie wierzę w śmierć wiary religijnej i Kościoła. Religia nie może zaginąć. Może się oczywiście zmieniać, może się przekształcać.. „
W tej dyskusji nie mogło zabraknąć Benedykta XVI. W encyklice „ Spe salvi” odnosi się krytycznie do wypowiedzi bojowników świeckiej sprawy i twierdzi, że nadzieja ludzkości na stworzenie doskonałego świata dzięki osiągnięciom nauki i naukowo uzasadnionej polityce okazała się nie do spełnienia. Człowiek – stwierdza Benedykt XVI – nie jest w stanie stworzyć na ziemi doskonałego świata a jedyną nadzieją może być Bóg, który ogarnia wszechświat i który może nam zaproponować i dać to, czego sami nie możemy osiągnąć.
Nie trudno zauważyć, że sprawa wiary. religii, chrześcijaństwa, Kościoła urasta dzisiaj do rangi spraw najważniejszych. Ta sytuacja i Tomasz („niewierny”) z dzisiaj czytanej Ewangelii każą nam podjąć, jako temat rozważania, zagadnienie wiary.
Kardynał Newman tak pisał w „Logice wiary”: Stwierdzam z naciskiem, że z prawdopodobieństw można zbudować ważny dowód wystarczający do pewności”. W „Apologia pro vita sua” ten sam problem ujął w następujących słowach: „Ten, który nas stworzył, pragnie, abyśmy w matematyce dochodzili do pewności za pomocą ścisłych dowodów, ale w badaniu religijnym powinniśmy docierać do pewności przez nagromadzenie prawdopodobieństw”.
Spróbujmy wyjaśnić to rozumowanie Newmana na przykładzie krwawiącego krzyża w Słupski (1982 r. ). Otóż na krzyżu misyjnym z drewna dębowego, stojącego koło kościoła, zaczęła sączyć się „czerwona ciecz”. Zjawisko skądinąd dziwne. To jest oczywiste, że drewno jest materią martwą.. Z chwilą ścięcia dębu ustały w nim wszelkie procesy życiowe. Z czasem wilgotność maleje i drewno staje się suche. Nie może więc być mowy o przewodnictwie kapilarnym wody. I oto z takiego kawałka martwego drewna naglę wycieka ciecz. I to czerwona, a nie na przykład biała czy czarna. I dlaczego na takiej wysokości? Dlaczego z frontu a nie z tyłu. Dlaczego na krzyżu misyjnym a nie innym i dlaczego koło kościoła?
Można by mnożyć okoliczności tego wydarzenia. Wszystkie one, gdyby były nawet przypadkowe, tworzą razem sytuację zastanawiającą. Niejeden człowiek powiedział, że to cud. Inni powiedzieli, że to bardzo rzadkie zjawisko biologiczne pod nazwą „płacz dębu „ i przeszli obok tego wydarzenia do porządku dziennego. Inni zaś w swoim rozumowaniu pójdą krok dalej: Pan Bóg zwykł przemawiać do ludzi przez przyczyny drugorzędne. Mógł więc posłużyć się zjawiskiem biologicznym, aby zwrócić uwagę Polaków, krzyż płacze i ich powodu, nad nimi. Wielu odczyta w tym wydarzeniu znak ostrzegawczy. I tak prawdopodobieństwa stają się pewnością: przyczynkiem do rewizji życia, do wiary.

Podobną drogą, przez nagromadzenie prawdopodobieństw, mógł dojść do wiary w zmartwychwstanie Jezusa apostoł Tomasz.. Jednakże, kiedy koledzy mówili do niego: „Widzieliśmy Pana”, on rzekł do nich: „Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladów gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”. Nie dał wiary świadectwu apostołów ani licznym prawdopodobieństwom, jakie wskazywały na ten fakt. Jest ostrożny. Osobiście chce się przekonać. W ten sposób zasłużył sobie na przydomek „niewierny”.
Co nam, ludziom współczesnym, często wątpiącym, chce powiedzieć Bóg w odczytanym fragmencie Ewangelii? Chrystus chce nam powiedzieć, że rozumie nasze trudności w wierze i nie gorszy się nimi. Gotów jest nam pomóc. Również dziś, jak wtedy przed Tomaszem, staje przed nami i zachęca: szukaj prawdy, sprawdzaj ją, badaj, pogłębiaj, abyś uwierzył. Moja prawda nie boi się nauki, badań, szukania. Kto szuka prawdy, już jakby znalazł Chrystusa, bo, jak mówi poeta: „ Kto szuka Cię, już znalazł Ciebie”(Staff).
Tomasz, pochylony nad przebitą dłonią Chrystusa, dotykający Jego boku dla stwierdzenia tożsamości Zmartwychwstałego, to wzór na nasze czasy.
I rzeczywiście. Wśród sławnych uczonych, badaczy przyrody, trudno znaleźć niewierzących. Oni odkrywając świat, jego harmonię i wewnętrzna logikę i prawa nim rządzące dochodzili do odkrycia najgłębszej prawdy, do odkrycia Boga! Uznali, że to On, poprzez ustalone prawa, kieruje świtem przyrody. W swoich wypowiedziach i swoim życiem dawali świadectwo głębokiej wiary. Warto poznawać ich biografie. Ich postawa powinna być dla nas zachętą i nauką, którą pięknie wyraził nasz poeta Adam Asnyk:
„Szukajcie prawdy jasnego płomienia,
Szukajcie nowych, nie odkrytych dróg,
Za każdym krokiem w tajniki stworzenia,
Coraz się dusza ludzka rozprzestrzenia
I większy staje się Bóg”.

I dzisiaj nie brak takich, którzy nie wierzą, bo są ślepi, nie widzą, nic nie rozumieją. A jednocześnie wierzą w wiele rzeczy, których nie widzą i nie rozumieją. Wierzą w słowo wróżby Cyganki, w horoskopy, pasjanse, w kominiarza, czarnego kota, w trzynaste, w kobietę z pustymi wiadrami, w wahadełko i w szereg innych niedorzeczności i przesądów światło ćmiących.
Bogu natomiast nie wierzą. Tu zasłaniają się postępem, światopoglądem naukowym. Ale są też i tacy, którzy odkrywają i przeżywają bliskość Boga, jak chociażby poeta, Jan Kasprowicz:
„Ta jedna licha drzewina,
Nie trzeba dębów tysięcy,
Z szeptem się ku mnie przegina:
Jest Bóg – czegóż ci więcej!”

Takim nie są potrzebne uczone referaty, długie dyskusje, dowody... Juliuszowi Słowackiemu, wobec rozgwieżdżonego nieba, wyrywają się z duszy słowa kornej modlitwy:
„Panie, o którym na niebiosach słyszę,
Gdzie słychać grzmot słońc – albo gwiazd dzwonienie,
Panie, w którym ja nieraz się uciszę,
Gdy padnę we łzach – twarzą na kamienie”.
O takich Chrystus powie: błogosławieni, „ błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.
Pięknie i głęboko wyraził to Roman Brandstaetter w „Przypowieści o pewnym człowieku”:
„Był pewien człowiek, który otrzymał list, długi list, uprzejmy list, mądry list z prośbą o udzielenie odpowiedzi na ankietę na temat: „Dlaczego wierzę?” Człowiek ten odpowiedział tak: „Niestety, szanowni panowie, nie wiem, dlaczego wierzę, ale wiem tylko, że gdybym przestał wierzyć, nie mógłby istnieć”.
Wiara pozwoliła przetrwać najtrudniejsze chwile wielu ludziom i naszemu narodowi w czasach zniewoleń i okupacji.
We wrześniu 1932 roku moskiewska gazeta „Młodaja gwardia” donosiła, że około 1937 roku, zgodnie z ateistycznym planem pięcioletnim, wszystkie obrzędy religijne miały być definitywnie zarzucone, a Słowo Boże miało padać w wieczne milczenie. Niż z tego jednak nie wyszło. Przeciwnie, nic z tego nie wyszło, chrześcijaństwo kwitnie w tym kraju, pomimo zakazów i długotrwałych prześladowań i ateizacji.
Wobec powyższego, czy religia, wiara w Boga może być tylko forma protezy psychologicznej, wyrazem słabości duchowej, ucieczki od świata , jak ją widzą klasycy myśli racjonalistycznej i rewolucyjnej – Wolter, Feuerbach i Marks?
Nie bardzo z nimi się zgodzimy. Właśnie wiara jawi się nam jako siła, oparcie, źródło inspiracji życiowych człowieka i jego wzrastania. Wierzyć, to znaczy być błogosławionym.
Stąd postulat troski o wiarę przez codzienną modlitwę, przez sakramenty, lekturę prasy i książek religijnych ( z imprimatur kościelnym ), słuchanie radia „Maryja”, radia „Rodzina”, oglądanie programów katolickich w mediach....
Pamiętajmy też słowa Chrystusa: „Kto wytrwa w wierze, będzie zbawiony”.
Amen.

ks. T. Rusnak


Powrót...





Projekt nowego kościołaKażdego kto chce wspomóc zbiórkę pieniędzy na budowę kościoła zachęcamy do wpłat na konto parafialne:

Bank Spółdzielczy w Św. Katarzynie
nr 3095 8410 9220 1010 0467 47 0001






Lokalny dostawca internetu:

www.pwpunkt.pl