Kościół p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wr.

Kazanie na Wielkanoc, 2012

Czy rzeczywiście zmartwychwstał?


Ale jak to możliwe?
Nikt rozsądny nie bez pewnych argumentów i przekonywujących dowodów nie może uwierzyć w fakt tak niewiarygodny.
Luterański egzegeta Rudolf Bultmann wręcz a’priori nie wierzył w historyczny fakt zmartwychwstania Jezusa. Nie uważał, by zmartwychwstanie było możliwe i koniec, kropka. Dlatego sprowadził je do teologicznego symbolu. Uważał, że nie można posługiwać się światłem elektrycznym czy radiem lub poddawać się nowoczesnym zabiegom medycznym, a jednocześnie wierzyć w świat cudów i zmartwychwstanie ciała, jaki nam ukazuje Nowy Testament. Jest to pogląd banalny, zgodnie z którym należałoby a’priori odrzucić także naukową teorię Wielkiego Wybuchu ( dziś ogólnie przyjęta ), ponieważ nie co dzień zdarza się, by Wszechświat rozpoczynał się z nicości. Dziś można by zarzucić Bultmannowi, że właśnie przykłady, które podaje ( elektryczność, fale radiowe ) dowodzą istnienia sił wcześniej nieznanych i uważanych za niemożliwe. Przede wszystkim są to siły, których jako takich nie widać, ale efekty ich działania można dostrzec. A więc należy wierzyć w coś, czego nie widać, ale co pośrednio dowodzi swego istnienia, wywierając określone skutki na rzeczywistość. Tę zasadę odnieśmy do wiary w istnienie Boga i w żywą obecność Chrystusa zmartwychwstałego.
Żarówka, radio mają na pewno dla życia ludzi nieco mniejsze znaczenie niż ewentualna wiadomość o zmartwychwstaniu Jezusa, czyli o zwycięstwie nad śmiercią. Byłoby więc nierozsądnym odrzucenie tej nowiny a’priori, nie badając jej wpierw i nie weryfikując jej zasadności. „ Jeśli nie zmartwychwstał, to rozłożył się w grobie, jak każdy człowiek. Umarł i rozłożył się. Wówczas jest nauczycielem jak każdy inny i nie może już więcej pomagać, a my jesteśmy znów osieroceni i smutni. I zostaje nam się uciec jedynie do mądrości i spekulacji. Jesteśmy jak gdyby w piekle, gdzie śnić tyko możemy, niczym pokrywą od nieba odcięci” ( Wittgenstein ). To znaczy: jeśli On nie zmartwychwstał, jesteśmy desperatami, jesteśmy na mocy wyroku nieszczęśliwi, a życie jest okrutnym oszustwem. Jeśli natomiast zmartwychwstał, wszystko się zmienia w każdym dniu każdego bytu ludzkiego. Stąd wynika paląca konieczność zyskania pewności, co naprawdę wydarzyło się w Jerozolimie po śmierci Jezusa, która miała miejsce w Jerozolimie 7 kwietnia 30 roku, przede wszystkim zaś , co stało się rano 9 kwietnia 30 roku. Zagadka zawiera się między godziną 18.30 7 kwietnia, kiedy ( najprawdopodobniej ) zapieczętowano grób pod Jerozolimą, a godziną 5 lub 6 rano 9 kwietnia.
Źródła historyczne, którymi dysponujemy, czyli przede wszystkim Ewangelie, relacjonują szczegółowo owych 48 godzin, począwszy od piątku 7 kwietnia do niedzieli 9 kwietnia. Podają precyzyjnie ( to potwierdzają źródła pogańskie i żydowskie ), że w piątek z całą pewnością Jezus umarł i został pochowany w grobie ( zamkniętym wielkim kamieniem i strzeżonym przez żołnierzy ), że rano w niedzielę ten sam grób znaleziono otwarty i pusty, przy czym wewnątrz znajdowało się coś niewytłumaczalnego: płótno, które spowijało zwłoki, leżało na swoim miejscu puste, ale nierozwiązane, tak jakby ciało wyparowało ze środka. Jednak przede wszystkim teksty te opisują całą serię wstrząsających spotkań ze znowu żyjącym Jezusem, które miały miejsce, począwszy od owego niedzielnego poranka. Piotr i inni uczniowie zdają sobie sprawę, że to właśnie Jezus w swoim własnym ciele, ze śladami gwoźdźmi. To On z nimi rozmawia, pozwala się dotykać, spożywa z nimi rybę, ma jednak ciało nie podlegające już ograniczeniom czasu ani przestrzeni, ponieważ wchodzi do zamkniętego Wieczernika, nie otwierając drzwi, a potem zniknąć im z oczu.
Przytaczane przez Ewangelię sprawozdanie z tych wydarzeń brzmi jakoś dziwnie. Nie przypomina innego znanego tekstu literackiego. To tak, jakby ci, którzy świadczą o tych faktach, między wierszami mówili czytelnikom: „ Wiemy, że bardzo trudno będzie wam w to wierzyć, ale to właśnie się wydarzyło. A my relacjonujemy wam to tak, jak to miało miejsce z całkowitą szczerością” Odkrywamy, że nawet apostołowie mieli te same wątpliwości, co my mamy. Myśleli, że mają przewidzenia albo że widzą ducha. Nie dowierzali i byli wstrząśnięci tym, co im się przydarzyło. Bynajmniej nie od razu uwierzyli. Opierali się temu przeogromnemu wydarzeniu. Zostali zmuszeni do kapitulacji wobec niezaprzeczalnych i ponawianych dowodów dostarczanych przez Jezusa. W ten sposób przekonali się, ponieważ w przeciwnym wypadku nie mogliby uwierzyć własnym oczom, własnym rękom, które dotykały, własnym uszom, które słyszały i własnemu rozumowi. Jest rzeczą interesującą uchwycić te wszystkie stany ducha, które również są naszymi reakcjami i tę stopniową kapitulację wobec dowodów w relacji Łukasza: „ A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: „ Pokój wam!” Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: „ Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie Mnie i przekonajcie się: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam”. Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i byli zdumieni, rzekł do nich: „ Macie tu coś do jedzenia? „ Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i spożył przy nich (Łk 24,36-43 ). Potem następują kolejne chrystofanie: Chrystus zmartwychwstały pojawia się swoim uczniom i rozmawia z nimi.
Jezus w tajemniczy sposób powraca do życia we własnym ciele, w którym ( przed śmiercią ) widziało Go tak wielu świadków.
Piotr w swoim pierwszym publicznym wystąpieniu w Jerozolimie obwieszcza wszystkim zmartwychwstanie Jezusa. Treścią pierwszego orędzia chrześcijaństwa głoszonego osobiście przez apostołów była właśnie nowina o zmartwychwstaniu Jezusa ( zatem chodzi nie o mit głoszony później ). Apostołowie uwierzyli, że Chrystus zmartwychwstał prawdziwie. Sterroryzowani w piątkowy wieczór ( ze strachu zostawili Jezusa zupełnie samego od aresztowania aż po Kalwarię ), myśleli o jednym, żeby ukryć się. Byli przerażeni i zaszczuci. Teraz otwarcie głoszą, że Chrystus zmartwychwstał. Niczego się nie boją. Są naocznymi świadkami, gotowi świadczyć o tym, co widzieli i czego dotykali własnymi rękami. Gotowi znosić prześladowania i tortury. A nawet przyjęli męczeństwo. Trudno, aby człowiek zostawił rodzinę, pracę, dobra ziemskie, by wędrować i opowiadać wymyślone historie, tym bardziej bluźniercze. Jest niewiarygodne, aby ci ludzie, by nadal głosić kłamstwa, które sami wymyślili, a które mogły ich narazić na prześladowania, byli gotowi znosić więzienia, okrutne cierpienia, wreszcie śmierć męczeńską. Taki był los apostołów. Wiedzieli o tym z wyprzedzeniem Grupka biedaków - Piotr i jego przyjaciele: czy zdołaliby przekonać świat o czymś tak niesłychanym? Jakimi argumentami mogli dysponować oni, bez wykształcenia, bez środków, nie mając wśród siebie ani ludzi wpływowych, ani intelektualistów, ani strategów, których od razu zaczęto prześladować i utrudniać na wszelkie sposoby. Był jedyny argument rozstrzygający: Jezus zmartwychwstał, współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które im towarzyszyły ( por. Mk 16, 15-20 ). Św. Atanazy z Iv wieku ojciec Kościoła, który walczył z herezją ariańską w dziele „ De incarnatione Verbi” , wśród dowodów na to, że Jezus naprawdę zwyciężył śmierć, przedstawia następujący: „ Jeśli ktoś umrze, nie jest w stanie nic zrobić – tylko żywi bowiem działają i wpływają na innych ludzi – niech spojrzy, kto chce i niech osądzi na podstawie tego, co widzi. Jeśli Zbawiciel dokonuje tak wielkich czynów wśród ludzi, jeśli codziennie i w każdym zakątku ziemi w niewidzialny sposób przekonuje tak wielkie rzesze ludzi pochodzenia greckiego i barbarzyńskiego, aby przyjęły wiarę w Niego... to czyż można jeszcze wątpić, że Chrystus żyje, albo raczej, że On sam jest życiem? Ktoś umarły mógłby poruszać ducha ludzi, tak że porzucają ojczyste zwyczaje, a oddają cześć Jezusowi?” 25 kwietnia 2007 roku astronom Margherita Hack ogłosiła odkrycie planety wokół gwiazdy „ GLIESE 581 i dodała, że „ zmierzoną ją metodą pomiaru prędkości radialnej” Następnie wyjaśniła: „ Planety nie widać, ale wnioskujemy o jej istnieniu na podstawie zaburzeń grawitacyjnych, jakie planeta powoduje w ruchu gwiazdy” ( wywiad w „ La Stampa „ ). Jest to rozumowanie tak proste, że należy je uważać za wzorcowe. Planety nie widać, lecz jesteśmy pewni o jej istnieniu pośrednio ze względu na skutki, jakie wywiera na otoczenie. Nauka tak postępuje we wszystkich dziedzinach. Nasz zdrowy rozsądek także: jeśli widzimy spadający grad, jesteśmy pewni, że na niebie są chmury, nawet nie podnosząc wzroku. Wracając do naszych rozważań, czy dzisiaj zdarzają się cuda, znaki żywej wiary i przemożna obecność Jezusa? Czy widać, że działa? Na potwierdzenia można by wymienić wielu głośnych konwersji, wielu świętych naszych czasów, ale jeszcze więcej anonimowych świętych szarej codzienności, świętych ojców i matek, świętych małżonków, świeckich chrześcijan. Oto współwłaściciel firmy, mimo nacisków, nie podpisuje nieuczciwej umowy. Nie daje się złamać argumentem wielkiego zysku. – „ Chcę spać spokojnie. Moja wiara mi nie pozwala”. Nie podpisał, mimo, że z konta ubyło 100 000 zł. Czyż nie jest to argument, że Chrystus żyje i działa także dzisiaj? Czy rzeczywiście Chrystus zmartwychwstał i czy jest tutaj wśród nas, w życiu codziennym? Na to pytanie damy odpowiedź przekonywującą dla świata, gdy nasze życie będzie miało w Nim oparcie, gdy On będzie jego osią i będzie przemienione Jego obecnością.
Amen.
ks. prał. Tadeusz Rusnak


Powrót...





Projekt nowego kościołaKażdego kto chce wspomóc zbiórkę pieniędzy na budowę kościoła zachęcamy do wpłat na konto parafialne:

Bank Spółdzielczy w Św. Katarzynie
nr 3095 8410 9220 1010 0467 47 0001






Lokalny dostawca internetu:

www.pwpunkt.pl