Kościół p.w. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Żernikach Wr.

Wszystkich Świętych: Dokąd idę?

W dniu dzisiejszym będziemy na cmentarzu, w „mieście umarłych” dla świata, by nawiedzić groby naszych najbliższych. I wśród zadumy jakoś nieuchronnie wyłoni się z dna naszej jaźni to niezwykle doniosłe pytanie: Dokąd idę? Pytanie o sens i cel ludzkiego życia. Dokąd idę? Pewnego razu filozof grecki Diogenes wystawił na rynku w Atenach namiot i umieścił na nim napis: „ Tu można kupić mądrość”.
Pewien człowiek, zobaczywszy ten napis, roześmiał się i rzekł do swego sługi: „ Zapytaj się tego błazna, ile sprzeda mądrości za trzy sestercje?”
Sługa wykonał zlecenia. Diogenes wziął pieniądze i rzekł: „Powtórz swojemu panu następujące zdanie: Przy każdej swej czynności pamiętaj na swój cel”.
To zdanie tak się owemu panu spodobało, że kazał je wypisać złotymi zgłoskami nad drzwiami swego domu, aby jemu i każdemu wstępującemu w progi tego domu, przypominało cel życia.
Ta przygodna rada, udzielona w dość zabawnych okolicznościach, to była jednak zdobycz mozolnych i długoletnich dociekań filozoficznych. To była tzw. mądrość życiowa.
To zrozumiałe, że aby żyć sensownie, trzeba posiadać jasno określony cel życia, określony jego kierunek. Nie jest to jednak sprawa tak oczywista: to pytanie o cel.
Marek Varron, poeta rzymski z I w. p. n. Chrystusa, już w starożytności naliczył aż 288 partii filozoficznych, z których każda pojmowała cel człowieka inaczej. Tym bardziej dziś nie ma co do tego zgodności. Na to odwieczne pytanie są bardzo liczne, najróżniejsze odpowiedzi. Jednak ich wspólnym mianownikiem jest pragnienie szczęścia. Jest to jakiś podstawowy postulat natury ludzkiej.
„Pozostań przecie! Jakaś jest piękna! – tymi słowy opisał szczęście Goethe: jako szybko przemijający, ulotny moment. A potem paradoksalne marzenie poety o najwyższym szczęściu – aby ta chwila nie skostniała, zamieniwszy się w wieczność, lecz aby lekka i piękna zatrzymała się na mgnienie oka.
Marzenie Goethego o szczęściu jest zawsze aktualną, ludzką rzeczywistością. Jak skrzydła ptaka wskazują, że z natury jest przeznaczony do latania, tak natura ludzka stwierdza, że jesteśmy stworzeni do szczęścia.
Pięknie to wyraził św. Augustyn, tak mówiąc: „ Szczęśliwymi być chcemy, a szczęścia nie chcieć wprost nie możemy”.
I rzeczywiście, do szczęścia zdążamy i jego szukamy, niestety, zbyt często na fałszywych drogach, tam gdzie go nie ma, gdzie go znaleźć nie możemy.
Są, którzy pokładają swe szczęście w dobrach doczesnych, materialnych. Zmierzają ku temu, by jak najwięcej posiadać pieniędzy. Rwą się do zaszczytów i godności. Dokąd idę?
Inni szczęścia szukają we wszelakich rozkoszach zmysłowych. Wejście w posiadanie tych upragnionych dóbr nie przynosi szczęścia. Przeciwnie, rozczarowuje, nie uszczęśliwia w pełni.
Skoro ani jedno z dóbr ziemskich nie jest w stanie zaspokoić istniejącego w sercu człowieka pragnienia ( postulatu ) szczęścia i stać się jego celem ostatecznym – to jest jasne, że cel, dla którego jesteśmy stworzeni, nie jest ziemski, nie jest z tego świata.
Pragnienie szczęścia, wrodzone naszej naturze, musi być zaspokojone zgodnie z zasadą, że NATURA NIE KŁAMIE.
Każdy popęd naturalny znajduje swój przedmiot, swój odpowiednik. Oko barwy, ucho dźwięk, itd. Gdzież jest wtedy to szczęście, tak bardzo przez wszystkich upragnione i poszukiwane?
Sławny uczony, profesor uniwersytetu paryskiego, Jouffroy, w młodości wolnomyśliciel, a później gorliwy katolik, tak przed swoją śmiercią powiedział do rodziny i przyjaciół: „ znam ja książeczkę, której dzieci uczą się na pamięć, a która zawiera najwyższą mądrość, bo rozwiązuje wszelkie zagadnienia życia. Czytajcie tę książeczkę wszyscy bez wyjątku. Tą książeczką jest katechizm”.
Takiego zakończenia przedśmiertnej mowy wielkiego uczonego z pewnością nikt się nie spodziewał. Toteż wywarło ono zdumiewające wrażenie i niejednemu wetknęło do ręki książeczkę, którą profesor uniwersytetu, po długich badaniach i dociekaniach, uznał za najmądrzejszą.
Otóż ta książeczka formułuje boską naukę o celu człowieka w tych prostych i jasnych słowach: Pan Bóg nas stworzył na to, abyśmy Boga poznali, kochali i Jemu wiernie służyli i otrzymali żywot wieczny.
A zatem celem ostatecznym człowieka jest sam Bóg, Jego chwała i nasze wieczne zbawienie (szczęście ). Od Boga mamy początek i Bóg jest naszym końcem. Bóg jedynie zdoła zaspokoić nasze serce, zupełnie je uszczęśliwić, gdyż On jest dobrem najwyższym, najdoskonalszym, nieskończonym. O tym zapewnia nas Chrystus tymi słowy: „ W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem”.
Słowa te odnoszą się tylko do tych, którzy na ziemi pełnią wolę Ojca i na nich to po śmierci doczesnej czeka nagroda, o której w zachwycie św. Paweł tak wołał: „ Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy go miłują”( I Kor 2,9 ).
Mądrością jest zatem Boga mieć za cel ostateczny swego życia. Była to mądrość Wszystkich Świętych. Była to mądrość wielu znanych i nieznanych chrześcijan.
Mądrość tę posiadł Roman Bradstaetter. Po jego śmierci, w koszu na śmieci w jego mieszkaniu, znaleziono skrawki papieru naprędce popisane. Były to codzienne notatki, które robił w formie spisu spraw do załatwienia. I na każdej kartce, w górnym lewym rogu, powtarzał się jeden i ten sam napis:” W Imię Boże!”. Także okładki starych kalendarzy, notatki z podróży, zapiski i notatki tym samym:” W Imię Boże!” się zaczynały.
To był scenariusz jego życia, a obecność w nim Boga była obecnością pierwszą, poprzedzającą wszystko, co potem następowało, każde późniejsze słowo i czynności. Te zapiski są jak parasol, którym osłaniał całą swoją codzienność, chorobę serca, chorobę żony, swoją twórczość.
Była wśród tych karteczek pt.” W Imię Boże!” jedna z taką uwagą: Tylko do jednej kolejki ludzie się nie spieszą. Do kolejki stojącej przed bramą, która prowadzi do wieczności”.
Dla kontrastu sytuacja człowieka, który życie swoje układał poza Bogiem, na przykładzie W. Broniewskiego.
Z „ Pamiętnika” pod datą „październik 1918” pisał:
„Boję się, żebym sam siebie nie posądził, czy we mnie siedzi kawałek katolika, przeto dokumentuję moje credo metafizyczne. Religia – to najgłębsze upokorzenie myśli ludzkiej, przedwieczne głupstwo praprzodka z okresu kamienia łupanego... Bóg – to istota, która człowiek stworzył po to, aby się jej bać”.
Pod datą „ 15.04.1921 „ zapisał wiersz „Szał”, a w nim:
„Wichrami duszę omotać,
zwyciężyć przestrzeń i czas,
i tam się z bogiem szamotać”.
Pod datą „ 24.11.1922” :
„ Cóż ja – bez woli, bez zdecydowanego dążenia w jednym kierunku,
stawiający nad wszystkim znaki zapytania, cóż ja, do licha, mam ludziom do powiedzenia?
Chyba postawić znak zapytania na własnym nekrologu...
Jestem człowiekiem chorym i inni powinni strzec się zarażenia”.
My zaś strzeżmy się zarażenia niewiarą. Uczyńmy Boga naszym celem, byśmy w Nim ze wszystkimi Świętymi żyli przez szczęśliwą wieczność.
Amen. – ks. T.R.


Powrót...





Projekt nowego kościołaKażdego kto chce wspomóc zbiórkę pieniędzy na budowę kościoła zachęcamy do wpłat na konto parafialne:

Bank Spółdzielczy w Św. Katarzynie
nr 3095 8410 9220 1010 0467 47 0001






Lokalny dostawca internetu:

www.pwpunkt.pl